Cover story

Dziś we Wrocławiu po raz kolejny został pobity rekord Guinessa w równoczesnym graniu na gitarach "Hey Joe" - podobno było nas co najmniej 1925 osób (hehe, odnalazłem się na tym zdjęciu ;) ). Impreza przednia, bardzo polecam wszystkim, nawet najbardziej początkującym wioślarzom i zapraszam za rok.

No i tak kiedy jedni ludzie grają piosenki innych ludzi nazywa się to coverami i oprócz bicia rekordów wykorzystuje się również w celach komercyjnych, oraz badawczo-rozrywkowych. Zastosowania komercyjne są niezwykle intuicyjne - po prostu bierze się jakiś znany numer, dokłada gęsty elektroniczny bit i każe się go wykonać ładnej dziewczynie/chłopcu. Efekt ekonomiczny gwarantowany, chociaż sama piosenka dość często na tym cierpi.

Zastosowania badawczo-rozrywkowe to całkiem inna historia - na ogół bardzo ciekawa, ponieważ nie jest łatwo zrobić coś odkrywczego z piosenką, która już kiedyś była zrobiona dobrze. Można przytoczyć bardzo wiele przykładów dobrze zrobionych coverów, które pokazały dobrze znane piosenki w całkiem nowym świetle - dowodząc niezwykłej wartości tychże. Jak szybki przykład tak z głowy niech posłużą:
- Gary Jules "Mad World" (numer Tears For Fears)
- Kismet "Love Will Tear Us Apart" (Joy Division)
- Paradise Lost "Smalltown Boy" (Bronsky Beat)
- Red Hot Chilli Peppers "Higher Ground" (Stevie Wonder)
- Doktor Hałabała "Piosenka Radiotelegrafistki" (Sława Przybylska)
etc. etc. Jest jednak kilka coverów, które można uznać za dość humorystyczne (zamierzone lub nie) podejście do tematu i zaraz wkleję tu parę stosownych linków do YouTube'a ;)
- Tommy Seebach "Apache Boy" (The Shadows)
- "Popcorn" (Hot Butter)
- Wayne Federman - standardy rockowe
- "Are Friends Electric?" (Gary Numan)
I trochę z innej beczki zawodowa przeróbka teledysku Behemotha, w której autor prezentuje alternatywną wersję tekstu - o dziwno bardzo podobną fonetycznie do oryginału ;) Do obejrzenia tutaj.

No i na deser cover piosenki "Enola Gay" kapeli OMD w wykonaniu naszym. Czyli kapeli Sonda, w której mam przyjemność grać na basie :) Do obejrzenia tutaj: Sonda - Enola Gay.



*  *  *

Parę filmów

Tak się ostatnio złożyło, że w krótkim czasie miałem okazję obejrzeć parę ciekawych filmów, i pomyślałem, że się podzielę swoimi obserwacjami na ten temat. A więc po kolei...

Control. Jak zapewne wiadomo film opowiada historię Iana Curtisa, wokalisty Joy Division. Wybrałem się na film przeczytawszy kilka lat temu z trudem zdobytą książkę "Przejmujący z oddali", w której Deborah Curtis - żona Iana opowiadała ich historię. Osobiście uważam JD za jeden z najważniejszych zespołów w historii muzyki, więc moje oczekiwania w stosunku do filmu były raczeh wysokie. I zostały w pełni zaspokojne. Naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Nie było grama patosu, którego nie za gorsz toleruję, a były w fabule miejsca, które hollywoodzkie kino wypełniłoby patosem po brzegi. Muzyka bardzo dobrze dopasowana, zdjęcia na piątkę, doskonały klimat - złego słowa nie powiem :)

Meduzy. Kilka luźno powiązanych historii bohaterów wiodących swoje mniej lub bardziej udane życie w Tel-Awiwie. Film bardzo plastyczny (Złota Kamera w Cannes), pozbawiony jakiejś jednej konkretnej fabuły. Z gatunku takich, które się po prostu chłonie. Nie jestem krytykiem, brakuje mi trochę słów na fachowanie opisanie co w tym filmie jest takie fajne ;) Po prostu dobrze się go ogląda i skłania do przemyśleń - głównie na tle "o co tam tak dokładnie chodziło, jakie było znaczenie poszczególnych scen itp.". Polecam.

Jestem przeciw. A na ten film trafiłem trochę przypadkowo, czytając jakieś fora na temat twórczości Siekiery, która wydała swoje stare ostre numery w oczyszczonej wersji. Okazało się, że utwory Siekiery stanowią większość ścieżki dźwiękowej w tym filmie, więc zaciekawiony postanowiłem film zdobyć i obejrzeć. No i okazało się, że jest to najlepszy film na temat narkomanii z jakim kiedykolwiek się spotkałem. Jest zły, brudny, pozbawiony patosu, momentami brutalny, dołujący i kończy się źle. Naprawdę robi mocne wrażenie. No i poza tym jeszcze polecam ze względu na walory historyczne. Scenariusz filmu nie jest wyssany z palca - opowiada o realiach polskiej narkomanii z lat 80tych. Naprawdę polecam, mimo że wpadłem na niego przez przypadek, na filmwebie notę ma zaskakująco niską i chyba mało kto o nim teraz pamięta.

Sanatorium pod klepsydrą. Na ten film natknęliśmy się trochę przypadkowo w TVP Kultura. A że tytuł obił się wcześniej o uszy postanowiliśmy obejrzeć. No i film jest naprawdę wybitny (nominowany do Złotej Palmy AD 1973, dostał wtedy nagrodę jury). Film jest oparty na prozie Bruno Schultza i przenosi na ekran jej klimat. Pojawiają się podróże w czasie i przestrzeni, a generalnie film traktuje o czasie. Nie jestem wybitnym znawcą kina, ale wydaje mi się, że Has na dobrych 15-20 lat przed Lynchem fundował swoim bohaterom podróże znane nam właśnie chociażbym z "Zagubionej autostrady".

Rękopis znaleziony w Saragossie. Wspomniane powyżej "Sanatorium" zachęciło mnie do zapoznania się bliżej z twórczością Jerzego Hasa, kolejnym filmem za jaki się zabrałem był "Rękopis". Kiedy po obejrzeniu zabrałem się za czytanie na jego temat okazało się, że jest to jeden z ulubionych filmów F. F. Coppoli, Martina Scorsese, czy Davida Lyncha. Film jest niesamowity, magiczny, nadprzyrodzony, nie wiadomo gdzie fantazja miesza się z rzeczywistością. Sam sposób konstrukcji (dowiedziałem się ostatnio, że taki sposób przełączania wątków nazywa się "konstukcja szkatułkowa") sprawia, że film ogląda się przez całe 3 godziny ze sporym zaciekawieniem. Kiedy spojrzeć na listę aktorów, którzy zagrali w rękopisie można się zastanowić jak to możliwe, że wystarczyło ról dla tyly sław. Było to możliwe, gdyż liczba bohaterów jest naprawdę wyjątkowo obfita. Role wyraziste, fabuła zamotana, ale ciekawa i zabawna. Naprawdę kawał znakomitego kina.

Złoto było trzecim filmem Hasa, który obejrzałem w tej serii. Dla mnie filmem o tyle szczególnym, że akcja toczy się w mojej rodzinnej Bogatyni. Można zobaczyć nawet bogatyńską kolejkę wąskotorową, która została zlikwidowana niedługo po zakończeniu zdjęć do filmu. Jeśli chodzi o wartość tego obrazu, to moim zdaniem nie dorównuje "Rękopisowi", czy "Sanatorium", co jednak nie znaczy, że jest słaby. Polecam, a po głębsze analizy odsyłam na filmweb.

I na koniec dygresja krótka na temat aktualnego stanu polskiej kinematografii. Trzy miesiące temu miałem wątpliwą przyjemność stracić 2 godziny na film Lejdis. Nie będę się rozpisywał ponieważ szkoda mojego czasu na pisanie i Waszego na czytanie. DNO. A nawet pukanie w dno od spodu. Na szczęście udało się dotychczas zrobić na świecie tyle bardzo dobrych filmów, że nawet gdyby polska kinematografia zatrzymała się na kloacznym poziomie prezentowanym przez Lejdis i tak da się jeszcze wykopać wystarczająco dużo ciekawych filmów by zapewnić sobie zajęcie na wieczory na długie lata :)

Na tej stronie:
- Cover story
- Parę filmów

Archiwum:
2007
    Maj
    Czerwiec
    Sierpień
2008
    Styczeń
    Luty
    Marzec
    Maj
    Czerwiec
    Wrzesień
    Październik
    Grudzień
2009
    Luty
    Marzec
    Kwiecień
    Maj
    Czerwiec
    Październik
2010
    Styczeń
    Lipiec
    Sierpień

Bartek Wilczek © 2007