A tak jeszcze kończąc bawarski wątek...

to dodam, że muzeum lotnictwa w Schleissheim jest całkiem ciekawym miejscem do zwiedzenia. Gdybym był złośliwy mógłbym zauważyć, że tamtejsze eksponaty (An-2, SZD-9 Bocian) pracują jeszcze pełną parą w Aeroklubie Wrocławskim ;) No ale to taki dowcip tylko - to porządny sprzęt a wiek nie ma znaczenia póki działa (no i tak jest bardziej freegańsko).

Parki bardzo przyjemne i duże - Englischer Garten jest większy od Hyde Parku nawet, nie wspominając o Parku Południowym. Okolice pałacu Nymphenburgowego również bardzo przyjemne do zwiedzania. W zasadzie jedyne zatłoczone, przez co mniej przyjazne, miejsce to Marienplatz. To taki tamtejszy odpowiednik wrocławskiego Rynku, jednak trzeba przyznać z pewnym nawet zaskoczeniem, mniej spektakularny.

Ale ale, pisząc te słowa przypomniałem sobie, że jest jedno bardziej zatłoczone miejsce. I jest to U-Bahn wiozący kibiców na mecz ligi mistrzów. Co miałem szczęście zbadać osobiście. Refleksje związane z oglądaniem na żywo mam mieszane. Z pozytywów zdecydowanie stadion i infrastruktura wokół niego. Przewiezienie w obie strony 55 tysięcy ludzi w czasie ok. 30 minut jest dla mnie całkiem niezłym wynikiem. Na stadionie nie ma chyba miejsca z którego byłoby źle widać murawę. Jest funkcjonalny i ładny - mam nadzieje, że Estadio de Maślice powstanie na czas i będzie wykonany na podobnym poziomie.

Tyle jeśli chodzi o opakowanie, sama natomiast "zawartość" już trochę mnie zawiodła. Na stadionie w zasadzie nie było dopingu. Było ciszej niż na Oporowskiej na meczu np. z Polonią Bytom. Młyn za bramką coś tam starał się śpiewać, a mimo to bardzo często było słychać kibiców przyjezdnych, siedzących na trybunie naprzeciw mnie (siedziałem nad młynem). Miażdżąca większość kibiców to tak zwane pikniki - przyszli sobie zjeść kiełbaskę i popatrzeć na mecz. Moim zdaniem mecz lepiej widać w telewizji, a na stadionie jednak wypada kibicować, no ale cóż - co kraj to obyczaj. Plus takiej piknikowej atmosfery jest taki, że służb porządkowych jest bardzo niewiele jak na taki tłum, chociaż oczywiście macanki na wejściu obowiązkowe.

No i cóż... to chyba tyle wspominków z dłuższej niż zwykle delegacji. Od nowego roku stara "ciaowa" ekipa zebrała się w dobrych humorach w nowym biurze, co owocuje od czasu do czasu całkiem interesującymi pomysłami rodzącymi się podczas kuchennych dyskusji (Karol nazywa takie spotkania "kitching" - ładne słowo). Niektóre z dyskutowanych idei postaram się w skrócie opisać na tych stronach o ile motywacja pozwoli.



*  *  *

Hej kolęda

Zauważyłem ostatnio, że sąsiedzi mają wymalowane na drzwiach jakieś tajemnicze inicjały. Pomyślałem, że gorszy nie będę, więc i nasze drzwi stosownie przyozdobiłem:


Kolęda 2010

Na tej stronie:
- A tak jeszcze kończąc bawarski wątek...
- Hej kolęda

Archiwum:
2007
    Maj
    Czerwiec
    Sierpień
2008
    Styczeń
    Luty
    Marzec
    Maj
    Czerwiec
    Wrzesień
    Październik
    Grudzień
2009
    Luty
    Marzec
    Kwiecień
    Maj
    Czerwiec
    Październik
2010
    Styczeń
    Lipiec
    Sierpień

Bartek Wilczek © 2007