| Start | Blog | CV | Polecam | Linki |
London calling again(2009-10-31 11:49:05) | komentarze (0) Wybraliśmy się w tym roku (w sierpniu) na tygodniową wycieczkę do Londynu, przypomnieć sobie jak to tam jest fajnie. Ponieważ kryzys, zmiana roboty, remont auta i ogólnie takie tam wybraliśmy opcję mocno oszczędnościową. A to oznaczało kwaterowanie w hostelu ze wpólnymi łazienkami na Hammersmith, na szczęście pokój mieliśmy tylko dla siebie i robali w nim nie było (wbrew temu co pisano o tym hostelu w recenzjach w necie). Celem optymalizacji wydatków na bilety MPK pobyt zaplanowaliśmy na okrągły tydzień, z czego większość spędziliśmy w muzeach. Na Kensington znajdują się muzea historii naturalnej i nauki, które zajęły nam łącznie 3 dni. Ekspozycja jest bardzo interatktywna i podana w sposób, który uniemożliwia znnudzenie się w tych muzeach. Dodatkowym atutem w stosunku do muzeów w Monachium jest fakt, że więcej ekspozycji jest opisanych po angielsku ;) Podobnie w samych superlatywach możemy się wyrażać o London Transport Museum i National Gallery, gdzie zwiedziliśmy galerię portretu. Nie chcę za bardzo rozwodzić się nad londyńskimi muzeami - jednym słowem bardzo polecam, zwłaszcza, że większość jest za free. A można zobaczyć tam na przykład takie portrety: ![]() Jose Luis Corella - Imagine Jednyną z tego co pamiętam niemuzealną wycieczką były odwiedziny Hampstead Heath, zainspirowane filmem "Scenes of a Sexual Nature". A tak pomijając atrakcje turystyczne Londyn tym razem zrobił na nas zupełnie inne wrażenie niż pamiętaliśmy. Zapewne jest to związane z postępującą starością. Po pierwsze tym razem dzikie tłumy turystów i tubylców zaczęły nas denerwować oraz zaczęliśmy zauważać wszechobecny brud (tzn. Marta widziała go więcej niż ja). Mnie dodatkowo do szewskiej pasji zaczęła doprowadzać opresyjna natura tego miasta. Na każdym kroku uzbrojona po zęby policja, ostrzeżenia i groźby z głośników na dworcach i w metrze. A najgorszy z tego jest brak śmietników, ponieważ wygląda na to, że statystyczny londyńczyk używa ich do zostawiania bomb a nie wyrzucania śmieci. To zresztą może tłumaczyć ten brud. Sami zresztą zmuszeni okolicznościami wyrzucalismy ogryzki na trawnik, bo cóż innego było począć? A wracając do ostrzeżeń i gróźb to dotyczą one standardowo "baggage unattended" który zostanie zabrany i zniszczony przez saperów, obrażania pracowników MPK (kanarów chyba) za to grozi też sprawa karna, jazdy na gapę i stania za blisko pociągów. Ostatnio w Londynie nie "uprasza się o..." tylko nakazuje i grozi konsekwencjami. A mnie, miłośnika frazy "fuck you, I won't do what you tell me" z piosenki Rage Against The Machine drażni to przeokrutnie. No i tak zwiedziwszy sobie co było do zwiedzenia wyruszyliśmy w ciąg dalszy oszczędnej odysei, na francuską prowincję. Nie ma komentarzy. |